28 Maj

Czy da się stłuc termometr?

dixit_termometr-490x368

Próbowaliście grać w Dixita z przedszkolakami, lub uczniami pierwszych klas podstawówki? Nie da się za bardzo, prawda? Z dużym prawdopodobieństwem (graniczącym z pewnością) można założyć, że skojarzeniem dziecka do powyższej karty będzie słowo „Termometr”. Nawet na mało przecież ekscentryczną „gorączkę” szanse są niewielkie.

Zupełnie przypadkowo, przeglądając przepastne archiwa BGG, natrafiłem na wariant, który moim zdaniem znakomicie nadaje się do wprowadzenia maluchów w świat tej przedziwnej gry. Jest to mutacja kooperacyjna, autorstwa użytkownika StormKnight, przeznaczona dla dwóch osób. Z dzieciakami spokojnie można grać w większym gronie. Moim zdaniem najlepiej sprawdza się wariant trzyosobowy – dziecko plus dwójka dorosłych.

Tura gracza wygląda tak:

1. Narrator wybiera jedną kartę (z sześciu na ręce) i daje wskazówkę.

2. Pozostali gracze wybierają ze swoich kart jedną, ich zdaniem najlepiej pasującą do wskazówki.

3. Teraz z zakrytego stosu należy dobrać losowe karty, połączyć je z tymi wybranymi przez graczy, potasować i rozłożyć na stole. Łącznie kart powinno być 6, jednak jeśli gramy w układzie jedno dziecko + jeden dorosły można zmniejszyć liczbę „neutralnych” kart dobieranych w ciemno. Żeby było trochę łatwiej.

4. Teraz gracze głosują przy pomocy żetonów na kartę w ich opinii najbardziej pasującą do podpowiedzi narratora. Nie wolno obstawiać swojej, to chyba oczywiste.

5. Jeśli typy graczy będą celne, tzn. wszyscy gracze zagłosują na karty „ludzkie”, wówczas przesuwamy naszego króliczka o jedno pole do przodu na torze punktacji. Jeśli przynajmniej jedna osoba spudłuje, wówczas przesuwamy neutralnego króliczka.

6. Gramy tak długo jak to sobie uprzednio ustaliliśmy. Oczywiście naszym celem jest zdobycie większej liczby punktów niż wirtualny przeciwnik.

OK, powyższy wariant nie likwiduje problemu z termometrem. Jednak dzięki graniu na takich zasadach moja pięcioletnia córka zrozumiała, że absurdalnie dosłowne podpowiedzi zupełnie się nie sprawdzają. W talii termometr jest jeden. Ja, jako współpartner w grze, nie mam żadnych szans na wybranie ze swoich kart czegoś zbliżonego do owego termometru. Daję więc obrazek siłą rzeczy mocno od termometru odstający. W efekcie mała nie odgaduje mojej karty, króliczek przeciwnika przesuwa się do przodu, mała się irytuje i… za drugim razem daje podpowiedź mniej ewidentną. O to nam chodzi, prawda? Gra działa? Działa! Rozwija umiejętności dziecka? Rozwija. Jakie? Ja akurat nie wiem. Ale najważniejsze, że dziecko kombinuje, coś sobie usiłuje wyobrazić, znaleźć uniwersalne przesłanie ilustracji. I czerpie z tego satysfakcję.

Planszówki uczą dzieci liczenia, planowania, szacowania ryzyka. Uczą też radzenia sobie z emocjami. Rzadko jednak skłaniają do abstrakcyjnego myślenia, sięgania do wspomnień i wspólnych doświadczeń, korzystania z wyobraźni. A to bardzo ważne rzeczy. Grajcie w Dixita ze swoimi maluchami.


 

Recenzja autorstwa kdsz ukazała się pierwotnie w serwisie planszoholik.pl . Tekst opublikowany za zgodą autora.


 

Michał

Rocznik 80. Nauczyciel i propagator gier analogowych i cyfrowych w szkole. Ulubiona gra: Pikuty.

More Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll Up